Tumblelog by Soup.io
Newer posts are loading.
You are at the newest post.
Click here to check if anything new just came in.
16:34
Jesień wpełzła mi do głowy tylko trochę niespodziewanie. Właściwie nawet odczułam ulgę, że już tu jest. Odciążyła mnie. Odciążyła mnie od obowiązku prowadzenia letniego trybu życia, podczas gdy w środku byłam szarym, drepczącym październikiem. Od wielu lat czułam, że lato cały czas coś na mnie wymusza. Że coś chce. W krótkim czasie należało założyć suknię w kwiaty, pojechać nad jezioro, spalić się na heban, pójść dziesięć razy na piwo w plenerze, odstać trzy godziny w kilometrowej kolejce w celu zjedzenia dwóch gałek lodów naturalnych, pójść na rower, odtańczyć despacito w letnim deszczu, pojechać gdzieś pociągiem, pobujać się w hamaku, odwiedzić egzotyczny kraj z kolorowego katalogu, zachwycić się wschodem słońca, wracając z imprezy o czwartej nad ranem, zorganizować wycieczkę rowerową, wyjechać piętnaście razy nad morze, zrobić trzydzieści rund po plaży, zjeść gotowaną kukurydzę w cenie sześć złotych za dwie sztuki, maczanego amerykańskiego świderka, watę cukrową, gofra z bitą śmietaną i osiem śląskich kiełbas, na ośmiu grillach, na ośmiu prawdziwych polskich działkach. Należało poznać nowych ludzi, masy nowych, wspaniałych ludzi i mieć z nimi masy wspaniałych wspomnień i z tej masy nowych, wspaniałych ludzi wybrać jedną nową, jeszcze wspanialszą osobę i przegadać z nią długie, wspaniałe godziny i razem się upić i biegać po plaży, tańczyć, śpiewać, śmiać się, całować i robić wspólne zdjęcia aparatem analogowym, które później należało powiesić nad biurkiem. I należało mieć letni uśmiech, letni strój, letnią twarz, letni nastrój i letnią duszę. Letnie lato wypełnione od rana do nocy letnimi aktywnościami. I to nie tak, że nie lubiłam lata. Wręcz przeciwnie – uwielbiałam. I dlatego czułam, że muszę. Dziś, teraz, zaraz. Bo jutro już będzie źle. Bo jutro będzie zimno. Bo będzie październik, deszcz i ciemno o 16. Nienawidziłam tej presji, nienawidziłam poczucia, że marnuję czas, marnuję życie, jeśli nie korzystam, nie latam, nie zwiedzam i nie całuję się na plaży. Polskie lato zaczynało się tak szybko, jak się kończyło, a ja nie umiałam z dnia na dzień zrealizować wszystkich punktów i udawać, że kiedy to robię, naprawdę czuję się lepiej. Jesień tego ode mnie nie wymagała. Jesienią nikt nie kazał mi się tłumaczyć. Jesienią nikt nie oczekiwał ode mnie euforii. Jesienią mogłam być jesienna i nikt nie miał o to pretensji. Nie miałam ich ja do siebie. Chciałam być letnia, słoneczna i ukwiecona, ale jeszcze nie teraz, nie tak szybko. Naprawdę potrzebowałam czasu. Z jesieni niełatwo jest wyjść. Jesień nie wywoływała żalu, że właśnie trwa ciepła noc, a my nie spacerujemy wśród miejskich świateł i nie śmiejemy się w głos i nie milczymy razem, bo nasza wspólna cisza przecież nie jest krępująca. Bo jesienią nie było ciepłych nocy. I przecież to wcale nie chodziło o pogodę.
Reposted bypozakontrolaDangerousHopehasandraairyfairyataga

Don't be the product, buy the product!

Schweinderl